Nasz praszczur Noe

Nasz praszczur Noe świętym był i chadzał wciąż przed Panem,
Jak ognia tak się wody bał, a wino pijał dzbanem.
Miłował go też za to Pan, we wszelkiej strzegł przygodzie,
A gdy potopu nadszedł czas, nie dał mu zginąć w wodzie.

Czterdzieści dni deszcz mżył i mżył, Pan ziemię wodą raził!
Czterdzieści dni nasz praszczur pił, spod beczki nie wyłaził.
Tak ocalona ludzkość trwa i trwać będzie wiek wiecznie,
A morał stąd, że gdzie jak gdzie, pod beczką najbezpieczniej.

I minął potop, Noe dank Jehowie ofiarował:
I z pustej beczki obręcz zdjął i Panu ją darował.
A Pan ofiarę przyjął rad i nakrył się obręczą,
W przepaściach chmur tę obręcz znać i obręcz ta jest tęczą.

Żył jeszcze Noe póki mógł i chadzał wciąż przed Panem,
I trunek mu nie splątał nóg, bo winko pijał dzbanem,
Aż raz się strąbił praszczur nasz, przebrawszy trochę miarki
Zrobiło mu się jakoś tak i poszedł spać do arki.

I przyszedł Cham i począł drwić, że Noe taki wcięty
I za to Chama przeklął Pan i Cham do dziś przeklęty.
Moralny sens historii tej jakby na dłoni leży!
Że świętym jest pijących cech i drwić zeń nie należy!

[POPRZEDNIA STRONA]